Pochwała cienia – dlaczego dom potrzebuje półmroku

Mamy w polszczyźnie piękne określenie na porę, gdy dzień już gaśnie, a wieczór jeszcze się nie zaczął: szara godzina. Jesienią przychodzi coraz wcześniej, a po przestawieniu zegarków słońce zachodzi, zanim wielu z nas wróci z pracy. Zwykle nie dajemy jej szansy. Pierwszy cień w kącie pokoju i już ręka wędruje do włącznika. Górne światło zalewa wnętrze równą jasnością, a pokój robi się czytelny jak plan mieszkania.

Spróbuj choć raz poczekać. Zapal tylko lampę przy fotelu, może świecę na stole, i patrz, jak kąty pokoju miękną i cofają się, lniana zasłona zaczyna delikatnie świecić, a na ścianie rozlewa się ciepła plama światła. To samo wnętrze nagle ma głębię. I w nas też coś przycicha.

Esej, który uczy patrzeć w cień

W 1933 roku japoński pisarz Jun’ichirō Tanizaki opublikował krótki esej „Pochwała cienia” (po polsku wydało go w 2016 roku Wydawnictwo Karakter, w przekładzie Henryka Lipszyca). Ten niewielki tekst do dziś inspiruje architektów i projektantów – przedmowę do jednego z angielskich wydań napisał architekt Kengo Kuma.

Tanizaki pisał w czasach, gdy elektryczne światło coraz śmielej rozjaśniało japońskie domy, i z wyraźną nostalgią notował, co ginie w jego blasku. Zachód – przekonywał – nieustannie dąży do jasności i przejrzystości, a tradycyjna estetyka japońska nauczyła się szukać piękna w półmroku. Lakierowana czarka pełnię urody odsłania dopiero w przyćmionym świetle, a jej czerń czy czerwień wydaje się zbudowana z wielu warstw ciemności. Złoto we wnętrzu pogrążonym w półmroku nie krzyczy, tylko lśni przytłumionym blaskiem, wyłapując resztki światła. A japoński papier nie odbija światła jak zachodni – łagodnie je w sobie zatrzymuje.

Jedną z najbardziej znanych myśli eseju, wciąż zaskakująco współczesną, można streścić tak: piękno nie tkwi w samym przedmiocie, lecz w grze światła i cienia, jaką tworzą zestawione ze sobą rzeczy.

Podobną wrażliwość znajdziesz bliżej, niż myślisz. Duński malarz Vilhelm Hammershøi przez dekadę malował wnętrza własnego mieszkania przy Strandgade 30 w Kopenhadze. Szare ściany, uchylone drzwi, blade światło z okna i długie cienie na podłodze – ponad sześćdziesiąt płócien, na których prawie nic się nie dzieje, a od których trudno oderwać wzrok.

Ciepłe, punktowe światło i płomień świecy budują półmrok, w którym wnętrze nabiera głębi i bardziej intymnego charakteru.

Ciemność, której nam brakuje

Specjaliści od snu zwracają uwagę, że współczesny tryb życia zaburzył naturalny porządek dnia i nocy: w dzień mamy za mało światła, a wieczorem i nocą – za mało ciemności. Widać to nawet na niebie. Według opublikowanego w 2016 roku w „Science Advances” światowego atlasu sztucznej jasności nocnego nieba ponad 99 procent mieszkańców Europy żyje pod niebem rozjaśnionym sztucznym światłem, a dla 60% Europejczyków Droga Mleczna jest niewidoczna.

W 2022 roku osiemnastu badaczy zajmujących się światłem, snem i rytmami dobowymi – m.in. z Harvardu, Oksfordu i Manchesteru – przedstawiło w „PLOS Biology” pierwsze konsensusowe zalecenia dotyczące światła w pomieszczeniach. W skrócie: w dzień potrzebujemy dużo światła, najlepiej dziennego; na co najmniej trzy godziny przed snem warto je wyraźnie przygasić, ograniczając zwłaszcza niebieską część widma, która najsilniej oddziałuje na rytm dobowy; podczas snu powinno być natomiast możliwie najciemniej. Autorzy zaznaczają, że w domu zwykle nie wymaga to rewolucji: przy umiarkowanym wieczornym oświetleniu wiele popularnych ciepłych żarówek LED (2700–3000 K) pozwala zmieścić się w zaleceniach. Znaczenie ma jednak nie tylko barwa, ale też to, ile światła faktycznie dociera do oczu. Kłopot zaczyna się przy mocnym, chłodnym świetle oraz jasnych ekranach – wyświetlacz ustawiony na wysoką jasność może nawet kilkukrotnie przekroczyć poziom zalecany na wieczór.

Liczy się też kierunek. W laboratoryjnym eksperymencie z 2003 roku, prowadzonym na małej grupie ochotników, światło padające z górnej części pola widzenia silniej hamowało wydzielanie melatoniny – hormonu, który pomaga regulować rytm dobowy – niż światło docierające z dołu. To jeden z powodów, dla których wieczorem warto ograniczać mocne źródła światła umieszczone wysoko.

Jak zaprojektować półmrok

Zdecyduj, gdzie ma być ciemno. Planując oświetlenie, myślimy zwykle o tym, co oświetlić. Odwróć pytanie: które miejsca mogą wieczorem odpocząć w cieniu? Kilka wysp ciepłego światła – przy fotelu, nad stołem, na komodzie – nadaje pokojowi rytm, a cień między nimi działa jak pauza w muzyce.

Zejdź ze światłem niżej. Po zmroku korzystaj ze źródeł światła na wysokości stołu, parapetu czy oparcia sofy – lampy stołowej, nisko umieszczonego kinkietu, lampy podłogowej z abażurem kierującym światło w dół. Jest w tym coś pierwotnego: zachodzące słońce i płomień ogniska też świecą nisko, blisko linii wzroku.

Ociepl barwę i przygaś. Ściemniacz to najprostsze narzędzie budowania nastroju, jakie znam. W lampach, które palą się najpóźniej, wybieraj żarówki o niskiej temperaturze barwowej – dla porównania płomień świecy ma około 1800–2000 K. A świeca? To wciąż najbardziej żywe światło, jakie możesz mieć w domu – byle zawsze pod Twoim okiem.

Wybierz materiały, które ożywają w półmroku. Śladem Tanizakiego postaw na powierzchnie, które nie odbijają światła jak lustro: len, wełnę, nieszkliwioną ceramikę, olejowane drewno, metal z lekką patyną. Boczne, ślizgowe światło muskające ścianę wydobędzie teksturę tynku czy splot tkaniny, które w płaskim świetle z sufitu giną. Szukasz ikony? Spójrz na lampy Akari z papieru washi i bambusa, które Isamu Noguchi zaczął projektować w 1951 roku i które do dziś powstają ręcznie w japońskim Gifu. Noguchi pisał, że papier przemienia ostrość elektrycznego światła z powrotem w światło naszego źródła – słońca.

Wygaszaj dom stopniowo. Zamiast jednego pstryknięcia – rytuał. Na trzy godziny przed snem zgaś górne światło i zostań przy lampach. Później zostaw już tylko tę najbliższą albo świecę. To sygnał zarówno dla oka, jak i dla ciała.

Niech sypialnia będzie najciemniejszym pokojem w domu. Zasłony zaciemniające, żadnych świecących diod na wprost łóżka, a jeśli potrzebujesz światła w nocy – mała lampka nisko przy podłodze. W niewielkim, laboratoryjnym badaniu Northwestern University z 2022 roku już jedna noc snu przy umiarkowanym oświetleniu pokoju (ok. 100 luksów) podniosła u zdrowych, młodych dorosłych tętno w czasie snu i zwiększyła insulinooporność następnego ranka – w porównaniu z nocą w niemal ciemnym pokoju.

Wieczorne światło nie musi rozjaśniać całego pomieszczenia – kilka ciepłych źródeł wystarczy, by stworzyć spokojną, sprzyjającą wyciszeniu atmosferę.

Światło jako materiał

Pochwała cienia nie jest pochwałą ponurych wnętrz. To zaproszenie, by myśleć o świetle nie jak o włączniku, lecz jak o materiale – takim samym jak drewno czy len – który się dawkuje, rozkłada, a czasem świadomie odejmuje. Zimą, gdy zmrok zapada przed piątą, to jedna z najprostszych zmian, jakie możesz wprowadzić w domu.

Dziś wieczorem spróbuj: zgaś górne światło, zostaw dwie lampy i świecę. Posiedź tak kwadrans, zanim sięgniesz po telefon, i zapytaj siebie, w którym miejscu pokoju najbardziej chce się zostać – i dlaczego właśnie tam. Szara godzina wróci jutro. Tym razem nie spiesz się z włącznikiem.

4 komentarze

  1. Belfer pisze:

    Wejdę w jeden wąski szczegół, bo mnie to od lat fascynuje: przy ściemnianiu LED ogromne znaczenie ma sposób przyciemniania. Więlszość tanich źródeł ściemnia się modulacją PWM, czyli lampa gaśnie i zapala się setki razy na sekundę, a przy niskich poziomach jasności ta głębokość migotania potrafi sięgać stu procent (oko tego nie widzi, ale część osób reaguje zmęczeniem i bólem głowy). Warto też patrzeć na dim to warm, czyli układy schodzące z 2700 do jakichś 1800 K przy przygaszaniu, bo dopiero wtedy wieczorne światło zachowuje się jak płomień, a nie jak przybrudzona świetlówka. Przepraszam za długość.

  2. Anna K. pisze:

    Zwraca uwagę, że w tekście zasugerowano stosowanie otwartego ognia jako stałego elementu wieczornego oświetlenia, przy czym kwestia ta została skwitowana wyłącznie uwagą o nadzorze. Należy przypomnieć, iż zgodnie z obowiązującymi przepisami przeciwpożarowymi użytkowanie źródeł otwartego ognia w pomieszczeniach wymaga zachowania bezpiecznej odległości od materiałów palnych, a w przytoczonym zestawieniu wymieniono len, papier washi oraz bambus. Dodatkowo, jeżeli w pomieszczeniu wykonywana jest praca zdalna, poziomy natężenia oświetlenia określone w Polskiej Normie dotyczącej oświetlenia miejsc pracy we wnętrzach pozostają wiążące i nie mogą być obniżane ze względów estetycznych.

  3. Magdalena pisze:

    Byle zawsze pod Twoim okiem” to raczej „miej ją na oku”; sugerowanie czegoś półsłówkami nie zastąpi poprawnej frazeologii. Pozdrawiam.

  4. zbigniew pisze:

    Półmrok w domu ma sens wyłącznie strefowo i o określonej porze. Przyznaję, dalej nie doczytałem, ale po piętnastu latach projektowania oświetlenia wiem, jak takie hasła działają na klienta: przychodzi z prośbą o nastrój i dostaje 50 luksów w kuchni, gdzie przy blacie roboczym powinno być minimum 300, a przy krojeniu realnie 500. Norma PN-EN 12464-1 formalnie dotyczy miejsc pracy, ale blat kuchenny i biurko w domu to dokładnie to samo zadanie wzrokowe. Cień projektuje się po zapewnieniu światła funkcjonalnego, nie zamiast niego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *